Craftypantki oznajmiły: można zaglądać do środka! :) Ciekawość mnie zżerała, więc korzystając z wolnego czasu w Święto Pracy zabrałam się do eksploracji wnętrza pakunku, który od 3 miesięcy poddawał się działaniom aury na balkonie.
Dla przypomnienia: tak było w styczniu [klik!], a tak w marcu [klik!].
A tak 1 maja:
Transferowy napis nieco wyblakł, na materiale widoczne są ślady działalności siarki z zapałek. Po otwarciu zawartość nie wyglądała zbyt imponująco:
Jednak wnikając w głąb, natrafiałam na niespodzianki. Dużym zaskoczeniem był dla mnie fakt, że odbitki stempli nawet nie drgnęły!
Zapałki ratowały jednak sytuację:
Trochę bałaganu narobiła też herbata z czarnej porzeczki - jak widać, jako jedyna puściła konkretnie kolor:
i stworzyła fajną fioletową plamę:
Jedną kartkę ze starej książki zapisałam czarnym atramentem - wilgoć sprawiła, że zmienił on kolor na niebieski :)
Tekst odbił się na sąsiedniej stronie:
Żelastwo, papierowe serwetki i wycinanki, szydełkowe kwiatki wyglądają praktycznie na nietknięte (spinacze są jedynie utytłane w kakao, to niestety nie jest rdza):
Zadowolona jestem za to z koronek, szczególnie biała ładnie zaabsorbowała różne barwniki:
Podsumowując, nie sprawdziły się jako dające kolor: metal, kawa ziarnista, kakao, przyprawy, odbitki stempli, kolorowe gazety, farbująca tkanina. Dobrze zachowały się natomiast zapałki i herbata owocowa.
Jeśli jeszcze pokusiłabym się o podobny eksperyment, z pewnością użyłabym zapałek z różnokolorową siarką i więcej torebek owocowej herbaty. Zmieniłabym też proporcje składników - dałabym więcej tych, które dają kolor, a mniej go absorbujących. Odpowiedniejszą porą roku byłaby jesień, rozważyłabym też inną niż częściowo zadaszony balkon lokalizację pakunku.
Mimo wszystko eksperyment uważam za udany :) Czas myśleć o godnym spożytkowaniu meteopakietowych materiałów ;)